Nie mam zamiaru roztrząsać szokującej nowości jaką jest brak orzełka na strojach kadry narodowej piłki nożnej. Zamiast niego pojawiło się logo reprezentacji, które zafundował sobie PZPN w postaci orło-piłki w koronie. Na uwagę zasługuje fakt, że ów stwór na zewnątrz raz jest biały, a raz czerwony jednak od środka zawsze żółty. Mam nadzieję, że nie ma w tym żadnego ukrytego azjatyckiego, lub chińskiego kontekstu. Chociaż działacze PZPN mogą się jak najbardziej kojarzyć z uśmiechniętym komitetem centralnym Komunistycznej Partii Chin, który potrafił zaadaptować kapitalizm tak, żeby móc i z niego czerpać korzyści.
Skupię się na czerwonym prostokącie zdobiącym koszulki na wysokości piersi. Można go interpretować na wieloraki sposób. Wersja oficjalna mówi, że designer Nike’a potrzebował na wymyślenie go aż 18 miesięcy. Podejrzewam, że biedak wyszedł z założenia, iż do tej pory koszulki zdobił biały kwadrat, na białym tle i wszystkie jego projekty starające się nawiązać to tej staropolskiej tradycji, czyli białe koło w środku białego trapezu na białym tle, tudzież czerwony sześcian z wyłaniającą się z niego czerwoną głową orła na czerwonym, jak i gustowny równoramienny biały trójkąt w bieli nie zostały docenione przez osoby nieznające się na sztuce wyższej. Dopiero minimalistyczne rozwiązanie z udziałem dwóch kolorów i jednej figury nagrodzone zostało gromkimi brawami.
Prawie Malewicz - chciałoby się rzec. Jednak z racji tego, że nie otrzymał on mimo starań polskiego obywatelstwa, prostokąt ów nawiązuje idealnie do teraźniejszości i do faktu, że miejsce w reprezentacji znalazły osoby o polskich korzeniach, za którymi to PZPN latał z propozycją gry i załatwienia papierów. Jedni będą twierdzić, że kiedyś to świat był normalny i zdrowy. Inni powiedzą, że Malewicz zamiast malować kwadraty mógł zabrać się za kopanie piłki – wtedy i powstały w 1919 roku PZPN miałby szanse go dostrzec.
Przystępując do zgłębienia symbolicznego znaczenia czerwonego prostokąta należy zwrócić uwagę na przypadki, gdzie jeszcze w przyrodzie forma ta do tej pory występowała. I tak na wchodzie zdobiła ona piersi piłkarzy Spartaka Moskwa - dwunastokrotnego zdobywcy mistrzostwa Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, dziesięciokrotnego tryumfatora pucharu Kraju Rad. Jak doniosły dzisiaj niezależne media projektanci Nike´a takich właśnie sukcesów życzyli polskiej reprezentacji transportując w ciągu 18 miesięcy czerwony prostokąt z koszulek rosyjskich piłkarzy na stroje naszych zawodników niczym ogień olimpijski. Wiadomo, że musiało to tak długo trwać, bo mimo szczególnych starań i ostrożności i tak zaczęły pękać szwy.
Trudno nie ulec jeszcze innemu skojarzeniu – czerwony prostokąt zaprezentowany został na koszulkach reprezentacji PZPN-u tylko dzień po uroczystości otwarcia Gazociągu Północnego. Cóż za piękny gest! Rura, która do tej pory służyła by dzielić narody polski i rosyjski przeniesiona z piersi moskiewskiego piłkarza w symbolicznej postaci czerwonego prostokąta na pierś sportowców spod herbu orło –piłki połączył znowu niegdyś bratnie narody.
Tak więc Nike, czyli jakby nie było Amerykanie zrobili coś dla krzewienia pokoju w Europie. Obiecali nam swego czasu co prawda tarczę, ale uzbroili symbolicznie w zionąca gazem rurę! Teraz to Niemcy mogą naszych kopać po kostkach, a czerwonego prostokąta im nie oddamy. Zdrajcą niech będzie ten, kto wpadnie na pomysł wymieniać się koszulkami.




