Patrząc na zamieszczone na obrazku cudo – ofertę dnia o lirycznej nazwie „twój ex“ poczułam genderowy niedosyt.
Po kilku smętnych kliknięciach nie posiadałam się z żalu spowodowanego brakiem politycznie i obyczajowo poprawnego odpowiednika– „stojaczki: twoja ex“ – postaci z tworzywa sztucznego o cechach anatomicznych pozwalających zachować parytet w kuchni i z nożem do obierania warzyw, lub „Szefa Kuchni“ między piersiami. Nie miałabym nic przeciwko bardziej uniwersalnej i swojskiej nazwie tego dzieła, jak „zła kobieta“, gdyż takich jest zawsze i wszędzie pod dostatkiem.
Wystarczy poczytać trochę choćby takiego Strindberga by przekonać się, że płeć słaba ze względu na swą wampirzą naturę wyssie w najgorszym wypadku z faceta nie tylko kasę, ale i talent, jak go wcześniej w momencie uniesienia nie zadźga niechcący pilniczkiem do paznokci.
Zaczęłam sobie już nawet malować w wyobraźni każdy szczegół nowej „odjechanej stojaczki”, długość jej tipsów, czy strzelistość obcasów, gdyż kto powiedział, że kobieta stojąca na straży kuchennych narzędzi musi się kojarzyć z bezpłciową cnotliwością, skoro ma rozładowywać negatywne emocje. Byłam już nawet gotowa wyposażyć ją w podręczną wiertarkę.
W młodości, gdy w Polsce nie było jeszcze autostrad, dane mi było zobaczyć w trakcie bycia kołysaną do snu, podróżując autobusem, jeden z filmów Briana De Palmy, w którym o ile się nie mylę rdzenny mieszkaniec Ameryki Płn potraktował kaukaską niewiastę olbrzymich rozmiarów wiertarką dość konkretnie na wylot. Była to chyba jedyna sekwencja zapamiętana przez mnie z całego obrazu – promyk nadziei na następne lata, że filmy trzeba jednak oglądać do ostatniego trupa.
Tak więc miałam już przed oczami wiertarkę, gdy czar prysnął – „Cholera - wiertarki, młotki, grabki, maszynki do koszenia trawy, i inne takie tam“ – wszystko to pachnie dzisiaj feministkami, a nie Hollywoodem..
Parytet ma być, ale złych ex, to już nie ma, są tylko uciskane nie tak jak trzeba.






Młotki, obcęgi, śrubokręty nawet...
:)))
Wiertarki nie tykam.
Wiertarka westalką wiecznego ognia mojej kobiecości.
I już.
:)))